Przyszłość portali społecznościowych

1 komentarz

Mam dobrą informację, dla każdego, kto przespał ostatnich paru lat rozwoju Internetu – może się zapisać do minimum tysiąca portali społecznościowych. Ma do wyboru od miłośników tatuaży po wspólne planowania przyszłości po reinkarnacji. Pytanie które się nasuwa to:
Czy jest to nam do czegoś potrzebne?
Myślę że to naprawdę ważne pytanie. Bo jeśli liczba internautów to ponad miliard ludzi, to np., mój ulubiony Facebook to ponad dwieście milionów użytkowników. Nazwiemy ,dla uproszczenia, portale społecznościowe FMY2K. Facebook + Myspace + YouTUBE + 2 tysiące innych portali społecznościowych .

Może nam się to nie podobać że FMY2k istnieją i mają się dobrze, możemy traktować to jako bezsensowne tracenie cennego czasu internautów, ale śmiem twierdzić że tak nie jest. Po pierwsze portale społecznościowe to pierwsze w świecie medium do zapisu. Do dziś przeciętna osoba spędza przed telewizorem ponad 3 godziny. Dzięki temu jesteśmy karmieni papką informacyjną, negatywnymi emocjami i płaską rozrywką, krzyżówkami tandety . W sieci możemy podzielić się naszą pasją, emocjami, pomysłami. Nie mnie oceniać ich jakość lub przydatność rodzajowi ludzkiemu. Wiem jedynie, że jeśli większość z Nas, (mała dygresja – czytając ten tekst jesteś drogi czytelniku w grupie 7 procent internautów, ludzi czytających blogi, co niestety powinno dać CI do zrozumienia że jesteś trochę inny ;-), należy do jakiegoś portalu społecznościowego to za sprawą wewnętrznych korzyści. Zapisując się do poszczególnych portali społecznościowych każdy z nas świadomie lub nieświadomie podążał za korzyściami które daje przynależność w nich.
Jakie możliwości daje nam członkostwo ( brzydkie słowo, ale jeszcze do niego wrócę ;-):

  • możliwość spotkania kogoś znajomego,

  • możliwość spotkania kogoś nieznajomego, który stanie się bardzo znajomym

  • dzielenie się pasjami i emocjami z tymi których w życiu nie widzieliśmy

  • możliwość tworzenia własnej marki w Internecie, która będzie fenomenalnie nie związana z możliwościami w realu

  • być zauważonym przez tych których my zauważyliśmy

  • podążać ze swoją mroczną lub lśniącą ekshibicjonistyczną stroną osobowości

  • mówić prawdę, kłamać, mieć cięty język, flirtować, oczerniać, bronić stanowiska, być konsekwentnym, uprawiać sex w 3D, 2D i w D.

  • przeniesienia tego wszystkiego na nasze realne życie

     

Jeśli dziś Web 2.0 jest synonimem płytkich pomysłów, to tylko przez twórców, którzy w pędzie za 2 Facebookiem, 3 naszą – klasą, po 3 miesiącach kodowania na kolejnym zlocie startup’ów krzyczą najgłośniej – OTO NASZE DZIEŁO i tu prezentuje stronę webową która nie rozwiązuje żadnego problemu dzisiejszego lub przyszłego świata, za to w głowach twórcy jest złotym runem, żyłą złota i 1666666 zł w wymowie Den’ego De Vito. Dziś świat startupów i ich właścicieli przypomina trochę wyścig na dziki zachód. Każdy z nich w odpowiednim stroju, T-shirt zastąpił kamizelkę rewolwerowca, klawiatura – broń, myszka – lejce, a wóz to zlepek wiedzy i technologi. Dziś każdy może wyruszyć w pełną przygód podróż aby wbić paliki znaczące jego terytorium w Web 2.0 i wybudować na niej Ranczo 2.0.

Jeśli tylko wszystkie te atrybuty Dzikiego Internetu wzbogacić o pomysł, który ma szansę rozwiązać problemy dzisiejszych ludzi żyjących realnie, moglibyśmy być, i w moim przekonaniu jesteśmy, świadkami rewolucji. Rewolucja która cicho zmienia świat. Do każdej rewolucji potrzebna jest iskra, tą iskrą w czasach bańki Internetowej był Amazon, lub bardziej ich debiut giełdowy, w przypadku Web 2.0 to powrót do korzeni Internetu oddania go w ręce użytkowników i oczywiście wyceny i transakcje Facebook, MySpace, YouTube. To podziałało na wyobraźnię większości młodych ludzi, że mogą stworzyć dla siebie, w swoim zaprzęgu Web 2.0, świat otoczony splendorem i banerami reklamowymi, z których gotówka bezpośrednio jest przelewana na prywatne konto w bardzo prywatnym banku.

I tu pytanie gdzie podziało się myślenie o innych, o ich potrzebach? Myślę, że można tutaj zastosować moje ulubione słowo czyli ORAZ. Bo tak naprawdę można mieć jedno oraz drugie, dawanie oraz branie, zarabianie oraz pomaganie. Słowo ORAZ to konsensus a nie kompromis pomiędzy biznesem i rozwiązywaniem problemów innych.
Dziś możemy stworzyć mini portal społecznościowy anty społecznościowy taki ANTYSOCIAL i w momencie osiągnięcia 30000 użytkowników staniemy się portalem ze wszystkimi konsekwencjami, między innymi koniecznością płacenia rachunków za nasz pomysł. Tak naprawdę każde kliknięcie w nasz portal można przeliczyć na gotówkę. Małe sumy, które mnożąc razy ilość użytkowników dają sumy, które potrafią wprowadzić w stan apatii, niejednego księgowego. Dlatego jeśli masz dziś pomysł postaraj się rozwiązać problem konkretnych użytkowników, nie rób portalu dla wszystkich, oni już mają konto w FMY2K, stwórz coś dla 30000 ludzi takich jak ty, znasz swoje potrzeby i rozwiązując je, zmienisz przynajmniej swoje życie.

A jaka jest przyszłość portali społecznościowych? Tutaj wrócę do słowa którego użyłem na początku. Dziś Członek portali społecznościowych wypełnia treścią, filmiki, zdjęcia, komentarze, profile, robiąc to dla siebie nie myśląc o tym ze to właśnie jego treść i jego często pasja jest zamieniana przez WEB 2.0 w milionowe wyceny poszczególnych portali. I jak ma się czuć nasz biedny członek, dziś nie mając nic z dzielenia się swoimi pasjami. A przecież można użyć słowa ORAZ i połączyć, pasję i korzyści, dzielenie się i wymierne korzyści. Myślę że to właśnie droga portali społecznościowych. To właśnie w mojej definicji właśnie WEB 3.0, a nie semantyczny internet, gdzie będę mógł językiem naturalnym zadać pytanie, ale gdzie Internet będzie pomagał mi przetrwać kolejny kryzys i spowoduje że życie każdego z nas, w którym jest pasja tworzenia, zostanie uwolniona i nagrodzona i gdzie jako ludzie starsi, będziemy inaczej przeżywać starość w NEXT Second Life, NEXT Facebook, a na pytanie wnuczka o to, dlaczego nie próbowałem w Dzikim Internecie, odpowiemy „Oj próbowałem, próbowałem” wspominając może najlepsze czasy naszego życia.

 

Ps. Trochę amerykański ale fajne video o przesłaniu że przedsiębiorczość to nie tylko myślenie o pieniądzach.

 

Reklamy

Czy jesteśmy skazani na porażkę?

3 Komentarze

… No cóż, nastał taki czas, że znowu zasiadłem do klawiatury aby po okresie stagnacji, rozleniwienia i walki z otaczającą rzeczywistością podzielić się przemyśleniami na temat ciekawego zjawiska, które na swoje potrzeby nazwałem „eksplozją geniuszu internetowego”
Czasy tego słowa na „K” pokazały, że coraz więcej osób poszukuje nowych (czytaj innych) kanałów zarabiania pieniędzy i to właśnie w Internecie widzą swoją szansę. W około nas, co dzień  pojawiają się „Poszukiwacze” dla których świat Internetu jest jak Gorączka Złota i wyścig po Złote Runo w jednym. Od pewnego czasu, obserwujemy wysyp innowacyjnych pomysłów, jak grzybów po deszczu, których jedynym celem jest zmiana świata, a twórcom dostarczenie nieskończonej rzeki pieniędzy, chwały i splendoru. Usłyszeć o nich możemy prawie wszędzie, w restauracji, przy grillu, podczas przerwy na kawę …
Staliśmy się bardzo płodni intelektualnie, można by rzec… ale czy na pewno?
Przez ostatni okres czasu miałem okazję spotkać się z kilkoma wizjonerami-poszukwaczami, którzy właśnie odkopali „złoty róg”, w którym wymieszany był Internet, społeczności i jeszcze coś co trudno wychwycić i zdefiniować. Zawsze chętnie poświęcałem czas na rozmowy o tego typu pomysłach, dzieliłem się radą, wprowadzałem twórczą krytykę… Ale coraz częściej żal mi serce ściska, gdy analizując pomysł okazuje się, że jest to kolejny klon NK (która moim zdaniem nie była czymś unikatowym), LinkedIn czy GoldenLine. Prowadząc polemikę ze mną na jego temat, autorzy skupiają się na przekonywaniu, że Ich geniusz polega właśnie na tym, że z portalu X zapożyczyli to czy owo, zmieszali z portalem Y a wszystko przykryli odkryciem Naszej cywilizacji – czyli grupami społeczności Internetowych.

A gdzie model biznesowy, pytam?

No jak to gdzie? Stworzymy społeczność, będzie baza użytkowników, będą reklamy, znajdą się tacy co to kupią…

Siedzę, oceniam, analizuję a w myślach rodzi się tylko jedno określenie.. „po prostu żal.pl”… tragedia … dlaczego tak utalentowany człowiek nie wykorzystuje swojego potencjału… a autor… przekonany o szybkim sukcesie udowadnia, że jedyne co go blokuje to brak funduszy na start.

SPOŁECZNOŚCI – moim modelem biznesowym! – czy aby ta era już nie przemija?

Dlaczego wszyscy uważają, że kolejny portal społeczności może odnieść taki sam sukces jak LinkedIn czy NK? Czy nadal jesteśmy tak chętni by stać się członkiem kolejnej grupy, społeczności, klanu… Zastanów się drogi czytelniku, czy zapisałbyś się do takiego portalu…?

 Ja, niestety nie – mam dość kolejnego pomysłu na budowanie networkingu osób, którzy noszą takie same bokserki albo wolą blondynki od brunetek..

Więc pytam … czy naprawdę nie stać nas na nic lepszego, własnego, innowacyjnego… czegoś co nie będzie kopią pomysłu zrealizowanego za Wielką Wodą? Jeżeli rzeczywiście nie stać nas na nic lepszego, to… sami możecie dokończyć to zdanie…

 Ja dokończyłbym je tak … jesteśmy skazani na porażkę.