Podobno żyjemy w czasach, w których pomysły leżą na ulicy. Wystarczy tylko schylić się i stworzyć z pomysłu coś realnego,  co zamieni nam pomysł w nieustający deszcz gotówki na nasze konta.
Najlepiej aplikację internetową.
Wyobraźmy sobie osobę, która takie wyzwanie podejmuje lub w przypływie geniuszu wymyśli to „COŚ”. Nazwijmy tą osobę, niech będzie to „Pan Jan”. „Pan Jan” nie jest programistą i co gorsza nie jest inwestorem. Przerażająca wizja, która zakłada, że „Ktoś” może wymyślić „COŚ”, co okaże się jednym z PZŚ (Pomysłów Zmieniających Świat), nie mając zupełnie do tego przygotowania.

To „COŚ” to często, SOP (wymowa es-oo-pii). Syndrom SOP, czyli  „Sen O Potędze”, moje ulubione powiedzenie często dobrze opisujące nastawienie takich osób do siebie i swoich pomysłów. Po euforii, gdzieś już na granicy z depresją, Pan Jan, staje w oczy w oczy z realnym światem. Spotkanie to okazuje się niemiłym zgrzytem w pięknie zaplanowanej maszynie zwanej międzynarodowym sukcesem i przyszłą wartością kont bankowych wyglądających jak długość liczb pierwszych wykorzystywanych w kryptografii asymetrycznej. W zderzenia z inwestorami i wykonawcami – developerami pojawiają się dwa główne problemy, które mogą zniechęcić Pana Jana do realizacji swojego pomysłu.

Problem z Inwestorami to rzecz, którą opisaliśmy na naszym blogu kilka razy, a może się jeszcze pogłębić poprzez kryzys w sektorze finansowym.

Dziś kolej na programistów, a właściwie wszystkich, którzy znając narzędzia potrafią zamienić pomysł w dzieło.

To często sztuka, która wynika z osobistych talentów, trudna do nauczenia. Takie osoby potrafią przelewać pomysły na kod, na schematy, w sposób dla innych niedościgniony, w czasie i lekkością tak naturalną jak oddychanie. To pewnie około 20 % dzisiejszych developerów, tworzących z pasją kod wykorzystywany często przez innych developerów. To właśnie ludzie, których nazwiemy NadDeveloperami.

Problemem jest, że tylko część tych ludzi potrafi wymyślać naprawdę dobry PZŚ. Bo pomysł biorą się z potrzeb normalnych ludzi, organizacji, a nadprogramiści często nie mają z nimi kontaktu lub  co więcej unikają go, aby świat nie rozpraszał ich podczas tworzenia kodu kolejnego PZŚ, należącego do firmy, w której pracują. Ci programiści rzadko narzekają na brak pracy. Są zalewani pomysłami takich ludzi jak nasz pan Jan, i nie dziwię się, że traktują ich obcesowo. Pierwszy kontakt z starannie wybranym naddeveloperem nasz Janek przypłaci zatruciem alkoholowym mającym ukoić konflikt pomiędzy ego, superego a popędami. Bo jak zareagować na krytykę naszego genialnego pomysłu? Bo jak odpowiedzieć na stwierdzenie, że pomysły może mieć każdy i kolejny Facebook już nie powstanie?

Pojawia się, więc pytanie jak powinniśmy zmienić model tworzenia nowych rozwiązań szczególnie w IT i Internecie, aby pasował do rzeczywistości nawet tej kryzysowej i wykorzystywał inżynierię produktów gotowych skrócić czas projektu o lata świetlne w porównaniu z tym, z czego korzystaliśmy 10 lat temu. Jak dziś stworzyć możliwości, które w kraju, moim zdaniem najzdolniejszych programistów, mogły zarazić do przedsiębiorczości kolejne rzesze ludzi, którzy na próżno będą szukać pracy w korporacjach i dużych firmach?

Po pierwsze jestem głęboko przekonany, że to właśnie dzięki Internetowi jest możliwe. Tym czymś, co to spowodowało, jest zarówno technologia, ale i możliwości WEB 2.O, które zakładają, że każdy dziś może tworzyć, ale tylko nieliczni stworzą coś naprawdę cennego.

Moim zdaniem dopiero synergia wielu ludzi, nawet o umiarkowanych talentach tworząca zespół, może pomóc naszemu Jankowi. Tworząc taki „dream team”, nie chodzi mi tylko o programistów, potrzebujemy ludzi, którzy stworzą nam możliwość działania na polu 360 stopni, w każdym kierunku rozwoju firmy. To trochę jak budowa domu, wieżowca. W zależności od tego, co budujemy musimy znaleźć zupełnie innych ludzi (nie piszę o zasobach, bo twierdzę, że mogą nie mieć żadnego znaczenia, lub ich znaczenie jest marginalne). Każda budowa to trochę inne wyzwania, nie tylko, co do wielości budynku (skalowalność budownictwa jest na razie bardzo mała, co innego aplikacji webowych; -)), ale często do pomysłu, ilości detali. Trudno wyobrazić sobie, aby chcąc stworzyć piękny, wysoki, nowoczesny biurowiec mógł go stworzyć tylko inżynier. Tu potrzebny jest architekt, połączenie inżyniera z artystą, kogoś, kto posiada talent estetyczny, artystyczny, który zaplanuje dla inżyniera plany, które ten po obliczeniach i swoich modyfikacjach, przekaże majstrom a oni za pomocą odpowiedniego API J i odpowiednio dobranym protokołom komunikacyjnych – pracownikom budowlanym, a którzy będą tworzyć cegła po cegle nasz budynek, nie zbaczając  ani o krok z drogi do wyznaczonego celu, dzięki planom i kontakcie z architektem, inżynierem. (oj… chciałbym żeby tak wyglądało budownictwo)

I tak właśnie powinna wyglądać praca naszego Pana Jana, znalezienie osób wystarczająco dobrych (to piękna filozofia życiowa), do stworzenia takiego zespołu. Role, które według mnie często decydują o sukcesie przedsięwzięcia i są opisane w różnych metodykach, metodologiach prowadzenia projektów, to:

Pomysłodawca – sponsor pomysłu, zakładamy, że pomysł to PZŚ, a nie kolejna kopia PZŚ z za oceanu.

Architekt –osoba odpowiedzialna za stworzenie wizji dzieła, podejmująca decyzje wyboru drogi do celu

Programista – osoba, które przeleje wizję na kod

Projektant – artysta, który dopełni kod w użyteczne i piękne dzieło, często o urokliwej prostocie,

Inżynier – osoba, która przygotuje infrastrukturę potrzebną do zrealizowania pomysłu i dające pewność, że nasze dzieło będzie dostępne dla użytkowników dłużej niż 5 minut dziennie

Prawnik – osoba, która daje gwarancje pewności, absolutnej pewności, że możemy spać spokojnie

Ekonomista – osoba odpowiedzialna za model biznesowy, który spowoduje, że będziemy mogli spieniężyć nasze dzieło, w ten czy inny sposób, im bardziej „inny” wymyśli, tym lepiej

Marketing (owiec) – osoba, która będzie odpowiedzialna za sprzedaż naszego dzieła, najlepiej jeszcze przed jego wykonaniem, a działania, które zaplanuje i wykona, spowodują, że rynek nie tylko będzie oczekiwał naszego dzieła, ale również tupał z niecierpliwości na pojawienie się naszego „Czegoś, co zmieni świat na zawsze”

Specjalista SEO – zwany także pozycjonowaczem – spowoduje, że Google nawet niepytane odpowie: „„COŚ” czeka na Ciebie, aby zmienić twój świat na lepsze”

X – nie napiszę, co to, ale to właśnie nasz PZŚ;-)

Role Eksperckie –osoby mające wiedzę z zakresu, z którego potrzebujemy wiedzy jak prezydent i premier samolotów.

Prezes – ciekawe czy znajdzie się osoba, która podoła zsynchronizowania wszystkich działań zespołu i co więcej będzie gwarantem sukcesu i determinacji

Jeśli Pan Jan – posiada wiedzę, umiejętności większości tych ról, oprócz programowania, jestem przekonany, że stworzy COŚ.

Ciekawe, że możemy dzięki temu zauważyć że programista w takim przedsięwzięciu, jest co prawda zasobem kluczowym, ale nie jedynym. Posiadanie kodu, nawet nadkodu,  nie powoduje, że przedsięwzięcie zakończy się sukcesem. Dopiero zsynchronizowana praca wielu ludzi powinna zminimalizować ryzyka i dzięki zasadzie 360 stopni doprowadzić do deszczu pieniędzy dla wszystkich członków zespołu.

Teraz możemy się zastanowić, jak stworzyć relację gdzie wszystkie te osoby pracowałyby na rzecz sukcesu. Może właśnie to, że mają wspólny cel jest już elementem, które je połączy. Pozostaje problem jak mają się odnaleźć, jak wzajemnie zaufać, aby nie czuć się wykorzystywanym przez inne osoby. Wydaje się jednak możliwe, że znajdzie nasz Pan Jan takie osoby, dzięki społecznościom internetowym, grupom dziś o wiele łatwiej to zrobić niż kilka lat temu.

Niestety zakładamy tutaj jedyny możliwy model funkcjonowania, który graniczy z wolontariatem, bo większość z osób w odpowiednich rolach, pracując po godzinach będzie tworzyć kroki do krainy spełnienia, czyli wersji ALFA naszego pomysłu. Podstawą tego typu modeli pracy jest zaufanie, gdzie pasja tworzenia wymusza nadejście sukcesu, gdzie doświadczenie zdobyte na żywym organizmie Startupu, przekujemy na naszą zdolność do konkurowania z innymi na rynku pracy, nawet w momencie, kiedy z naszego PZŚ wychodzi KUPA 2.0, (Nie będę tego skrótu tłumaczył). Myślę, że gdyby działania poszczególnych osób od samego początku były oceniane i wyceniane za pomocą opcji na akcje spółki, która by powstała, zrodziłoby to naturalne mechanizmy funkcjonujące w normalnych przedsięwzięciach biznesowych. Każdy wkładałby swój czas spędzony nad projektem, doświadczenie, pomysłowość, kreatywność, zdolność do rozwiązywania problemów, jako swój kapitał w przyszłą lub już istniejącą spółkę a zyskiwałby opcje na akcje tylko za wykonanie pracy na rzecz pomysłu, spółki.

Czy możliwy jest inny model w Polsce, gdzie tak nie wielu jest inwestorów, a każdy z Nas posiada całe kajeciki zapisane PZŚ? Oczywiście, że możliwy. Jeśli nasz pomysł spodoba się inwestorom, którzy posiadają obecnie jeszcze gotówkę, będziemy mogli robić to wszystko za pieniądze od inwestora, żyjąc często dostatnie z pensji wypłacanych, co miesiąc. Niestety jest jedno, ALE. Dziś Inwestor nie będzie inwestował w pomysły, których nie da się sprzedać w terminie późniejszym niż TERAZ. Tak naprawdę to większość PZŚ, nie miało modelu biznesowego, który umożliwiałby wpisanie odpowiednich liczb w rubryki biznes planu, a na pewno już nie na arkuszu przepływu gotówki (patrz historia Google). Po drugie, choć to akurat jest najmniej ważne, będziemy się musieli podzielić z inwestorem wartością przyszłej firmy. Naprawdę rzadkością są przykłady, kiedy inwestor nie ma możliwości zażądać 60-80 procent udziału w firmie w fazie Seed. To daje, 20 % które możemy podzielić na liczbę członków zespołu „DreamTeam”. Dlaczego najmniej ważne? Bo zakładamy, że jeśli mamy Inwestora to oznacza, że będziemy mogli stworzyć nasz projekt minimalizując nasze ryzyko prywatne, a zasoby w postaci gotówki szybko rozwiążą wszystkie nasze problemy ( rzeczywistość jest inna)

Nasuwa się pytanie, dlaczego tak mało jest tego typu projektów Seed, które w przeszłości mogły tak funkcjonować? Odpowiedz nie jest prosta, ale między innym z powodów zasobów, którymi dziś dysponujemy a kila lat temu nawet nie istniały, a które powodują, że przedsięwzięcia tego typu są coraz tańsze. Bo dziś mamy technologie, produkty, aplikacje webowe, które skracają proces tworzenia a gotowy produkt jest możliwy do przeniesienia do świata wirtualnego przez naciśnięcie klawisza. Ten sam biznesplan, który zakładał 10 lat temu kapitał początkowy milion dolarów dziś możemy zrobić o 95 % taniej. I to, o czym piszę nie jest PZŚ, to tylko aktualizacja obecnego sposobu inwestowania i rozumienia startupów i seedów.

Takie pojęcia jak  wirtualizacja i Cloud computing, Amazon Web Services, SaaS, PaaS, Google Aps, Facebook API, Twitter API,  Open ID, Open Source, LAMP, WAMP, GIThub, MS live, Frameworki na czele z RAILS i  DIANGO, MVC, DOT.NET, LinkedIn i wiele innych, powodują że świat aplikacji WEB czeka na nas wszystkich i mówi to co usłyszał w starym dowcipie od Boga pewnie modlący się codziennie wierny, o wygraną w lotto: „DAJ MI SZANSĘ, WYŚLIJ KUPON”. Czasami porostu należy zacząć, zrobić pierwszy krok, więc jeśli masz pomysł, lub umiejętności, nie rzucaj pracy, studiów i zbierz swój DreamTeam, wystarczająco dobrych zapaleńców, i zacznij dziś swój własny PZTWŚ. Pomysł Zmieniający Twój Własny Świat 2.0  w wynajętym garażu ( może być również piwnica, lub Skype) i zrób to zamiast oglądania „House” czy 4400 odcinka LOST.

Reklamy