Dziś (poniedziałek) jak zwykle, przeglądałem dodatek „Praca” (nie powiem wprost, do jakiego dziennika, ale …) i jak zwykle zatrzymałem się na grupie ogłoszeń związanych z ogólno pojętym IT. Ogólnie nic się nie zmienia, nadal firmy poszukują wysoko wykwalifikowanych administratorów, programistów, INFORMATYKÓW (człowiek od wszystkiego – poczynając od żarówki, przechodząc przez klimatyzację a na systemach informatycznych kończąc) oferując dobrze płatną pracę, w młodym dynamicznie rozwijającym się zespole…

Już kiedyś, zdecydowałem się, więc na wykonanie kilku telefonów (nie żebym szukał pracy, ale w celach poglądowych) i okazało się, że:

– dobrze płatna praca to – 1700 netto

– młody dynamiczny zespół – to z reguły 2 osoby zajmujące się wszystkim.

A co gorsza, ogłoszenie o pracę przygotowała pani z kadrowego nie konsultując się z zainteresowanymi.
Jednakże, nie o tym chciałbym napisać – ten model znają wszyscy… zaciekawiło mnie jednak spojrzenie na problem rekrutacji, jakie nakreśliła mi grupa studentów – zwanych przeze mnie osobnikami „Alfa”.

Zanim przejdę dalej, krótkie wyjaśnienie: osobnik „Alfa” to pilny student, posiadający nie przeciętną jak na studenta wiedzę, ambitny, znający swoją wartość i gotów „złapać za rogi byka” zwanego dobrze płatną i ambitną pracą.

Wracając do głównego wątku, w rozmowie z grupą takich „Alfa” pojawiło się stwierdzenie, że „nie boją się żadnej rekrutacji, gdyż kod, który wytwarzają ich obroni i zdobędzie uznanie u przyszłego pracodawcy…”. Nie chciałem podczas rozmowy rozwiewać ich idealnego świata, wiec postanowiłem przekonać się jak firmy zareagują na chęć zatrudnienia u nich takiej zdolnej młodej osoby. Pomagając firmom w rozwiązywaniu problemów technicznych, nie jednokrotnie byłem świadkiem jak przebiega taki proces. Pierwszy etap: analiza podań, „ci z certyfikatami… to nie bo ambitni, no chyba, że był to wymóg”, etap drugi: rozmowa kwalifikacyjna – dzięki zaufaniu jakim darzy dyrekcja swoich pracowników, proces ten przeprowadza „Informatyk”, dla którego zatrudnienie osobnika „Alfa” odbierane było jak zagrożenie utraty w przyszłości swoje dobrze płatnej i ciepłej posadki – wiec znowu sito odsiewa najlepszych. Niezależnie od tego jak wartościowy byłby młody człowiek, rynek może go nie chcieć, bojąc się jego wiedzy, umiejętności i zapału (czyż to nie najważniejsze nasze cechy..?).

Pojawia się, więc pytanie: Co zatem ma zrobić z sobą taki osobnik „Alfa”? Moim zdaniem ma dwie drogi wyboru:

1)      Zostać koderem w jakiejś dużej firmie informatycznej, gdzie będzie pisał fragmenty kodu pozbawiony możliwości rozwoju i KREATYWNEGO TWORZENIA,

2)      Może z innymi osobnikami „Alfa” założyć własną działalność i próbować konkurować na rynku oprogramowania – zakładam, że mają pomysł na biznes,

3)      (trzecia droga z dwóch) zostać najemnym wirtuozem sztuki pisania oprogramowania, realizującym wizje innych osób sponsorowanych przez inwestorów.

Którą drogę wybierze nasz osobnik „Alfa” zależy od jego odwagi, bądź też lenistwa. Opcja pierwsza jest najbezpieczniejsza – trzeba tylko pozbyć się swoich marzeń i snów o wielkości, w drugiej opcji ma szanse rozwijać swoje pomysły lub pomysły grupy, a w razie nie powodzenia wybrać opcję 1. Natomiast trzecia opcja, cóż… praca w międzynarodowych zespołach, branie udziału w innowacyjnych projektach zmieniających otaczającą nas rzeczywistość, wiąże się z ryzykiem poświęcenia czasu mrzonkom, ale i rozwojem, doświadczeniem a niejednokrotnie partnerstwem w firmach i czerpaniem korzyści z wyników pracy… Wielu inwestorów poszukuje osób, które zaangażują się w projekty za początkowo niskie wynagrodzenie z możliwością uzyskania opcji, które po wydaniu finalnego produktu zamienione zostaną na akcje przedsiębiorstwa, ale czy „Alfa” jest w stanie zaryzykować i poświęcić czas? Na to pytanie nie jestem w stanie odpowiedzieć jednoznacznie, wiec pozostawię je zawieszone w próżni dla wielkiej rzeszy osobników „Alfa”.

Reklamy