10 przykazań dla startupów

Dodaj komentarz

Dziś kilka przemyśleń dla wszystkich, którzy myślą, że nie dadzą rady zrealizować swojego pomysłu który zmienia świat ;-), w formie przykazań i krótkiego, niekoniecznie potrzebnego komentarza:

1. Przemyśl  jeszcze raz swój pomysł

– nic tak nie prowadzi do frustracji całego zespołu, jak wymyślanie szczegółów na każdym spotkaniu, które miało być krótkim spotkaniem rozdzielającym pracę na przyszłe tygodnie

– bądź analitykiem – to najtrudniejszy fragment, często myślisz  o pomyśle, z zapałem i entuzjazmem,  te uczucia często wykluczają zdrowo rozsądkowe upraszczanie funkcjonalności

2. Niech „Fremium” będzie z Tobą

– wymyśl i lub zaadaptuj model biznesowy – Google przez 2 lata nie miało pojęcia jak zarabiać na swoim algorytmie. To trudny etap. To właśnie model  biznesowy określi twoją docelową grupę klientów ( użytkowników) , którzy będą płacić twoje rachunki i pozwolą na działanie innych.
Więcej

Microsoft Office 2010 czyli Reloaded

2 komentarze

Dziś Microsoft na konferencji Worldwide Partner Conference (WPC) przedstawił nowego Office 2010. Zmiany jakie są w poszczególnych produktach jak Excel 2010, Word 2010, PowerPoint 2010 są zmianami na lepsze, jedynie w Outlook 2010, jeśli będzie rzeczywiście do wyświetlania wiadomości używał komponentów Worda, a nie Internet Explorera będzie krokiem wstecz. Jednak nie zmiany, którymi są naładowane te produkty to prawdziwa rewolucja.

WebApps

Rewolucją jest Web Office, który ma być dostępny za darmo na platformie Windows Live za to z reklamami, lub dla użytkowników płatnych wersji. Dlaczego to rewolucja?
Po pierwsze – pierwszy Office który będzie kamieniem milowym w rozwoju oprogramowania dla chmury
Po drugie – Microsoft dogania konkurencją, w akurat w tym momencie przegania Google z jego Google Doc. Office Web ma być największą aplikacją JavaScript i ma być dostępny dla FireFox, Internet Explorer, Safari ( ciekawe dlaczego nie w Chrome ;-))
Po trzecie – jeśli WEB Office stanie się sukcesem, okaże się że MS będzie tworzyć więcej oprogramowania działających w chmurze, z wykorzystaniem płatnych reklam. Można sobie wyobrazić oprogramowanie giganta z Redmond udostępnione za darmo, ale z wbudowanym modułem reklam ( łącznie z systemem operacyjnym, jeśli połączyć to z możliwością zakupu aplikacji jedynie poprzez Microsoft Store, model biznesowy powinien móc zrealizować pomysł DARMOWEGO SYSTEMU OPERACYJNEGO MICROSOFT 1.0 – który kiedyś musi zostać wydany). Dzięki temu modelowi miliony użytkowników Internetu ma darmowe konta pocztowe a ten model to podstawa całego Web 2.0.
To posunięcie można nazwać początkiem Microsoft 2.0 i jeśli gigant nie zejdzie z tej drogi, ostatnie nie najlepsze lata zamienią się w złote lata oprogramowania dostępnego za darmo a przynoszącego dochody właśnie z reklam.
Najważniejsze że gigant znalazł rywala i wojna między Google a Microsoft, będzie dla zwykłych użytkowników oznaczała masę dobrych rozwiązań, korporacyjne wyścigi na pomysły i może kiedyś darmowy świat zupełnie legalnego oprogramowania dostępnego w systemie operacyjnym XXI wieku – przeglądarce Internetowej. I nie dziwię się że Microsoft zdecydował się, na tak pewnie drogi w realizacji, clip promujący Office 2010, bo sam ten klip obejrzało pewnie i przesłało sobie tyle użytkowników że trudno inaczej było by dotrzeć z przekazem o rewolucji. A clip jest niezły i mówią po polsku ( coś około 1,10 minuty – Gdzie jest Czczionka? ;-))


Google vs Microsoft, wojna na dobre i na złe

Dodaj komentarz

W ostatnim tygodniu dużo się działo w siłowaniu się się dwóch olbrzymów. Google vs Microsoft.
Po pierwsze Google po latach doszedł do wniosku że Google Mail, Google DOC już nie są Betą. Jak zwykle zadać trzeba pytanie sobie pytanie Dlaczego?
Czy to poprzez rzetelne testy, inżynierowie i programiści doszli do wniosku, że nareszcie osiągnięto stabilną funkcjonalność i wydajność, która pozwoli im na zmianę statusu i udowodnienie tego w ich wewnętrznym srogim i rygorystycznym systemie kontroli oprogramowania?
Chciałbym :-).
Po drugie Google ogłosił, dla nikogo nie zaskakującą wiadomość,że pracują nad systemem operacyjnym Chrom OS, http://googleblog.blogspot.com/2009/07/introducing-google-chrome-os.html i tu małe zaskoczenie, mam być za darmo i open source.

Czy można to jakoś powiązać i czy ogłoszenie tej wiadomości jest wyciekiem z naprawdę doskonałej korporacyjnej maszyny prawdy?
Nie sądzę ;-)
Można to raczej powiązać z planami ogłoszenia w poniedziałek, nomen omen 13.07.2009, nowego sekretnego planu Microsoft dotyczącego Cloud Computing(Azure) i Office Live na konferencji Worldwide Partner Conference 2009.

Wszystko to oznacza nie mnie nie więcej że Google idzie na wojnę z Microsoft, te działania są przemyślane i niezwykle synchronizowane w czasie. Przypomnę że podczas prezentacji nowej wyszukiwarki Bing – chłopaki z Google ogłosiły światu Wawe, przy oklaskach na sali własnej konferencji. Sama zakończenie Bety Google Doc jest sygnałem że dojdzie do konfrontacji pomiędzy tymi dwoma platformami Google Doc i Microsoft Office Live. To wojna o pomiędzy aplikacjami SaaS, a nie wojna Cloud Computing.
Pytanie co będzie się działo podczas premiery Windows 7? Pewnie Google udostępni kod źródłowy swojego systemu operacyjnego i trudno to będzie przebić, nawet MS będzie miał problem.
Co oznacza wojna między Google a Microsoft? Myślę że to wojna nie tylko o terytorium sprzedaży, to raczej wojna o zmianę lidera w nowym świecie informatyki w jakim żyjemy. Może być naprawdę ciekawie ;-)

Europejskie startupy

Dodaj komentarz

Budujemy swój startup w pocie czoła i z niemałymi problemami. Większość czasu jednak nie tracimy na wymyślanie funkcjonalności, bo nad nią myśleliśmy od roku. Często trochę maniakalnie, nie potrafiliśmy o niczym innym rozmawiać, a pomysły przychodziły bez zaproszenia w najmniej oczekiwanych miejscach i czasie. Kilkakrotnie zastanawiałem się dlaczego teraz, dlaczego teraz mam pomysł, który jest może NAJ pomysłem jaki wymyśliłem i ale nie bardzo przyda mi się podczas spaceru z synem ;-).

Podczas rozwijania naszego startupu, zastanawiamy się dlaczego w Europie tak mało jest świeżych pomysłów. Dlaczego ludzie utalentowani, często bardziej niż my, budują aplikacje tylko w swoim ojczystym języku. Żyjemy w Europie, wspólnie. Jaki świat byłby piękny gdyby moglibyśmy porozumiewać się czystym ASCI, tak jak nasi koledzy za oceanu. My tylko przeklinając możemy to powiedzieć w ASCI, a nie musimy użyć UTF-8 ;-). A klniemy często, oto lista na co:

  • zmieniające się Api w momencie, kiedy właściwie kończymy daną funkcjonalność,

  • niedziałający kod, od tych którzy zapewniają że działa,

  • różnice w europejskim a amerykańskim EC2 i S3,

  • na szybko upływający czas

 

Na europejskiej stronie Techcrunch są dostępne nominacje do nagrody The Europas 2009.

Jeśli ktoś zdoła odnaleźć naprawdę innowacyjny pomysł, proszę o zostawienie w komentarzu.

http://uk.techcrunch.com/2009/07/06/the-europas-shortlist-our-nominees-for-the-best-in-europe/

 

Pytaniem jest, co odróżnia te startupy od tych za oceanu, i naprawdę nie piszę z powodu kompleksu ?

 

Może to nie my, tworzący startupy, a CI którzy je finansują są problemem w Europie. Może zamykamy się i nie potrafimy bez kompleksów bronić swoich pomysłów przed realiami tworzenia, które często zmieniają nie do poznania świetny pomysł. A może właśnie język jest naszym problemem. Jeśli piszesz aplikację dla niszowego zastosowania w języku angielskim ,znajdziesz w tej niszy pewnie z milion użytkowników, w każdym z krajów Europy po kilkanaście razy mniej, ale jeśli je zsumować w całej Europie, okaże się, że to podobne liczby. Myślę, że właśnie bariera językowa i brak globalnej myśli innowacyjnej to problem naszej starej Europy. Ale pracujemy nad tym ;-) i dobrze się przy tym bawimy.

Jeśli nawet nic nie wyjdzie z naszych wielkich planów – przynajmniej będzie „piękna katastrofa” tak jak w filmie który powinien się nazywać:

Mother of all startups czyli Greg Zorba

To fim o startupach, bezapelacyjnie. Studium przypadku. Oto przepis na startup według filozogii Zorby:

 

Po pierwsze musisz mieć „Wielki Szalony Plan”, motywacje i inwestora. ;-)

 

 

 

I nawet jeśli się nie uda (80 procent starutpów nie przeżywa 18 miesięcy) to będzie piękna katastrofa.

 

 

„A man needs a little madness or else he never dares cut the rope and be free” ZORBA :-)

Microsoft Bing vs Google

5 komentarzy

Trwa walka pomiędzy gigantami, a wszystko po to, aby nam żyło się lepiej. Jakież to budujące. Google musi być naprawdę przestraszone nową wyszukiwarką, bo jak inaczej skomentować dziwną decyzję Google, o ogłoszeniu światu projektu Wave, w dniu, gdy Microsoft ogłaszał nową nazwę wyszukiwarki – Bing.

Czym jest Bing? Wyszukiwarka, – której głównym celem jest wstępna decyzja o przydatności, kategoryzowaniu wyników.

Jak to działa?

Jeśli wpiszemy np. ColdPlay dostaniemy wyniki  poukładane w poszczególne kategorie, oczywiście dynamicznie. ( ColdPlay to mój jeden z ulubionych zespołów więc ostrożnie z komentarzami ;-))

http://www.bing.com/search?q=cold+play&form=QBLH

Dzięki temu nie musimy szukać zdjęć, piosenek, tekstów, video, biletów na koncert .

Różnica pomiędzy Bing a Google jest we wstępnym posegregowaniu wyników wyszukiwania. Google zostawia nas sam na sam z linkami, choć w wersji .com można już przynajmniej segregować po dacie. Bing idzie o krok dalej robiąc całą brudną robotę za nas ale również tylko w języku angielskim, w polskim jest tylko wyszukiwarką.

Porównanie wyników w narzędziu Paul Savage:

http://www.blackdog.ie/google-bing/search.php

Czy to się sprawdzi?Myślę że tak.

Czy BING wygra z Google?

Myślę że Microsoft podszedł do sprawy bardzo biznesowo i jeśli zauważymy, że możemy również wyszukiwać produkty (Shopping) okaże się, że wiele rozwiązań typu ceneo.pl i naprawdę innowacyjny peryskop.pl, może stracić rację bytu ( budżet na reklamę Bing.com to obecnie 100 mln dolarów). Choć można zważyć że ta funkcji żywcem jest przeniesiona z Yahoo, choć tam odpowiada za to partner Yahoo.

Dziś nowego znaczenia nabiera powiedzenie „Gdzie dwóch się biję tam trzeci traci” ;-).

Kolejny raz Microsoft próbuje tego co zawsze się sprawdzało, wkroczyć na rynek z produktem, który oferuje funkcje oferowane przez konkurentów, ale wystarczająco lepiej aby stać się prawdziwym konkurentem a chwilę później liderem.

Nie wydaje się że Bing będzie pogromcą Google, ale może spowodować lekką niestrawność w przejrzystym i szczelnym modelu biznesowym Google. Dla nas korzystających na co dzień z googlowania to naprawdę dobra wiadomość. Przyszłością są pewnie, agregatory specjalistycznych wyszukiwarek prezentujące z dane z możliwością rankingu z elementami WEB 2.0. Szkoda że projekt Glue Yahoo jest chyba nierozwijany i działa tylko w Indiach.

http://in.glue.yahoo.com/;_ylt=AlGfwA12LYnahzrmam.RMKLG83wv?query=cold+play

To te same dane, ale w formie która mnie osobiście bardziej odpowiada.

A teraz nie zupełnie z innej beczki. Bing nie byłby tym czym jest bez http://www.powerset.com/ który Microsoft przejął prawie dokładnie rok temu. Co takiego jest specjalnego w Powerset, a to że pomysły na wyszukiwanie w języku naturalnym zaczerpnięto z mojego kultowego miejsca, gdzie jeśli mógłbym się urodzić jeszcze raz chciałbym pracować w latach 70. To tam wymyślono:

Drukarkę laserową, Ethernet, Stację roboczą, WYSWIG, GUI, Programowanie obiektowe i wiele innych których dziś używamy. To stamtąd mamy interfejs Macintosh, Windows. To miejsce kultu każdego prawdziwego geeka i jeśli miałbym otworzyć biuro podróży GeekTravel, miejsce nr 1 to właśnie PARC XEROX.

Zawsze mnie ciekawiło dlaczego akurat PARC jest centrum innowacji XX wieku i co trzeba zrobić aby dziś zbudować internetowy odpowiednik PARC. Myślę nad tym od tak dawna, że dopiero rok temu zdałem sobie sprawę że dziś jest to możliwe. I tutaj muszę zdradzić tajemnicę, to właśnie nad tym pracujemy :-)

Przyszłość portali społecznościowych

1 komentarz

Mam dobrą informację, dla każdego, kto przespał ostatnich paru lat rozwoju Internetu – może się zapisać do minimum tysiąca portali społecznościowych. Ma do wyboru od miłośników tatuaży po wspólne planowania przyszłości po reinkarnacji. Pytanie które się nasuwa to:
Czy jest to nam do czegoś potrzebne?
Myślę że to naprawdę ważne pytanie. Bo jeśli liczba internautów to ponad miliard ludzi, to np., mój ulubiony Facebook to ponad dwieście milionów użytkowników. Nazwiemy ,dla uproszczenia, portale społecznościowe FMY2K. Facebook + Myspace + YouTUBE + 2 tysiące innych portali społecznościowych .

Może nam się to nie podobać że FMY2k istnieją i mają się dobrze, możemy traktować to jako bezsensowne tracenie cennego czasu internautów, ale śmiem twierdzić że tak nie jest. Po pierwsze portale społecznościowe to pierwsze w świecie medium do zapisu. Do dziś przeciętna osoba spędza przed telewizorem ponad 3 godziny. Dzięki temu jesteśmy karmieni papką informacyjną, negatywnymi emocjami i płaską rozrywką, krzyżówkami tandety . W sieci możemy podzielić się naszą pasją, emocjami, pomysłami. Nie mnie oceniać ich jakość lub przydatność rodzajowi ludzkiemu. Wiem jedynie, że jeśli większość z Nas, (mała dygresja – czytając ten tekst jesteś drogi czytelniku w grupie 7 procent internautów, ludzi czytających blogi, co niestety powinno dać CI do zrozumienia że jesteś trochę inny ;-), należy do jakiegoś portalu społecznościowego to za sprawą wewnętrznych korzyści. Zapisując się do poszczególnych portali społecznościowych każdy z nas świadomie lub nieświadomie podążał za korzyściami które daje przynależność w nich.
Jakie możliwości daje nam członkostwo ( brzydkie słowo, ale jeszcze do niego wrócę ;-):

  • możliwość spotkania kogoś znajomego,

  • możliwość spotkania kogoś nieznajomego, który stanie się bardzo znajomym

  • dzielenie się pasjami i emocjami z tymi których w życiu nie widzieliśmy

  • możliwość tworzenia własnej marki w Internecie, która będzie fenomenalnie nie związana z możliwościami w realu

  • być zauważonym przez tych których my zauważyliśmy

  • podążać ze swoją mroczną lub lśniącą ekshibicjonistyczną stroną osobowości

  • mówić prawdę, kłamać, mieć cięty język, flirtować, oczerniać, bronić stanowiska, być konsekwentnym, uprawiać sex w 3D, 2D i w D.

  • przeniesienia tego wszystkiego na nasze realne życie

     

Jeśli dziś Web 2.0 jest synonimem płytkich pomysłów, to tylko przez twórców, którzy w pędzie za 2 Facebookiem, 3 naszą – klasą, po 3 miesiącach kodowania na kolejnym zlocie startup’ów krzyczą najgłośniej – OTO NASZE DZIEŁO i tu prezentuje stronę webową która nie rozwiązuje żadnego problemu dzisiejszego lub przyszłego świata, za to w głowach twórcy jest złotym runem, żyłą złota i 1666666 zł w wymowie Den’ego De Vito. Dziś świat startupów i ich właścicieli przypomina trochę wyścig na dziki zachód. Każdy z nich w odpowiednim stroju, T-shirt zastąpił kamizelkę rewolwerowca, klawiatura – broń, myszka – lejce, a wóz to zlepek wiedzy i technologi. Dziś każdy może wyruszyć w pełną przygód podróż aby wbić paliki znaczące jego terytorium w Web 2.0 i wybudować na niej Ranczo 2.0.

Jeśli tylko wszystkie te atrybuty Dzikiego Internetu wzbogacić o pomysł, który ma szansę rozwiązać problemy dzisiejszych ludzi żyjących realnie, moglibyśmy być, i w moim przekonaniu jesteśmy, świadkami rewolucji. Rewolucja która cicho zmienia świat. Do każdej rewolucji potrzebna jest iskra, tą iskrą w czasach bańki Internetowej był Amazon, lub bardziej ich debiut giełdowy, w przypadku Web 2.0 to powrót do korzeni Internetu oddania go w ręce użytkowników i oczywiście wyceny i transakcje Facebook, MySpace, YouTube. To podziałało na wyobraźnię większości młodych ludzi, że mogą stworzyć dla siebie, w swoim zaprzęgu Web 2.0, świat otoczony splendorem i banerami reklamowymi, z których gotówka bezpośrednio jest przelewana na prywatne konto w bardzo prywatnym banku.

I tu pytanie gdzie podziało się myślenie o innych, o ich potrzebach? Myślę, że można tutaj zastosować moje ulubione słowo czyli ORAZ. Bo tak naprawdę można mieć jedno oraz drugie, dawanie oraz branie, zarabianie oraz pomaganie. Słowo ORAZ to konsensus a nie kompromis pomiędzy biznesem i rozwiązywaniem problemów innych.
Dziś możemy stworzyć mini portal społecznościowy anty społecznościowy taki ANTYSOCIAL i w momencie osiągnięcia 30000 użytkowników staniemy się portalem ze wszystkimi konsekwencjami, między innymi koniecznością płacenia rachunków za nasz pomysł. Tak naprawdę każde kliknięcie w nasz portal można przeliczyć na gotówkę. Małe sumy, które mnożąc razy ilość użytkowników dają sumy, które potrafią wprowadzić w stan apatii, niejednego księgowego. Dlatego jeśli masz dziś pomysł postaraj się rozwiązać problem konkretnych użytkowników, nie rób portalu dla wszystkich, oni już mają konto w FMY2K, stwórz coś dla 30000 ludzi takich jak ty, znasz swoje potrzeby i rozwiązując je, zmienisz przynajmniej swoje życie.

A jaka jest przyszłość portali społecznościowych? Tutaj wrócę do słowa którego użyłem na początku. Dziś Członek portali społecznościowych wypełnia treścią, filmiki, zdjęcia, komentarze, profile, robiąc to dla siebie nie myśląc o tym ze to właśnie jego treść i jego często pasja jest zamieniana przez WEB 2.0 w milionowe wyceny poszczególnych portali. I jak ma się czuć nasz biedny członek, dziś nie mając nic z dzielenia się swoimi pasjami. A przecież można użyć słowa ORAZ i połączyć, pasję i korzyści, dzielenie się i wymierne korzyści. Myślę że to właśnie droga portali społecznościowych. To właśnie w mojej definicji właśnie WEB 3.0, a nie semantyczny internet, gdzie będę mógł językiem naturalnym zadać pytanie, ale gdzie Internet będzie pomagał mi przetrwać kolejny kryzys i spowoduje że życie każdego z nas, w którym jest pasja tworzenia, zostanie uwolniona i nagrodzona i gdzie jako ludzie starsi, będziemy inaczej przeżywać starość w NEXT Second Life, NEXT Facebook, a na pytanie wnuczka o to, dlaczego nie próbowałem w Dzikim Internecie, odpowiemy „Oj próbowałem, próbowałem” wspominając może najlepsze czasy naszego życia.

 

Ps. Trochę amerykański ale fajne video o przesłaniu że przedsiębiorczość to nie tylko myślenie o pieniądzach.

 

Czy jesteśmy skazani na porażkę?

3 komentarze

… No cóż, nastał taki czas, że znowu zasiadłem do klawiatury aby po okresie stagnacji, rozleniwienia i walki z otaczającą rzeczywistością podzielić się przemyśleniami na temat ciekawego zjawiska, które na swoje potrzeby nazwałem „eksplozją geniuszu internetowego”
Czasy tego słowa na „K” pokazały, że coraz więcej osób poszukuje nowych (czytaj innych) kanałów zarabiania pieniędzy i to właśnie w Internecie widzą swoją szansę. W około nas, co dzień  pojawiają się „Poszukiwacze” dla których świat Internetu jest jak Gorączka Złota i wyścig po Złote Runo w jednym. Od pewnego czasu, obserwujemy wysyp innowacyjnych pomysłów, jak grzybów po deszczu, których jedynym celem jest zmiana świata, a twórcom dostarczenie nieskończonej rzeki pieniędzy, chwały i splendoru. Usłyszeć o nich możemy prawie wszędzie, w restauracji, przy grillu, podczas przerwy na kawę …
Staliśmy się bardzo płodni intelektualnie, można by rzec… ale czy na pewno?
Przez ostatni okres czasu miałem okazję spotkać się z kilkoma wizjonerami-poszukwaczami, którzy właśnie odkopali „złoty róg”, w którym wymieszany był Internet, społeczności i jeszcze coś co trudno wychwycić i zdefiniować. Zawsze chętnie poświęcałem czas na rozmowy o tego typu pomysłach, dzieliłem się radą, wprowadzałem twórczą krytykę… Ale coraz częściej żal mi serce ściska, gdy analizując pomysł okazuje się, że jest to kolejny klon NK (która moim zdaniem nie była czymś unikatowym), LinkedIn czy GoldenLine. Prowadząc polemikę ze mną na jego temat, autorzy skupiają się na przekonywaniu, że Ich geniusz polega właśnie na tym, że z portalu X zapożyczyli to czy owo, zmieszali z portalem Y a wszystko przykryli odkryciem Naszej cywilizacji – czyli grupami społeczności Internetowych.

A gdzie model biznesowy, pytam?

No jak to gdzie? Stworzymy społeczność, będzie baza użytkowników, będą reklamy, znajdą się tacy co to kupią…

Siedzę, oceniam, analizuję a w myślach rodzi się tylko jedno określenie.. „po prostu żal.pl”… tragedia … dlaczego tak utalentowany człowiek nie wykorzystuje swojego potencjału… a autor… przekonany o szybkim sukcesie udowadnia, że jedyne co go blokuje to brak funduszy na start.

SPOŁECZNOŚCI – moim modelem biznesowym! – czy aby ta era już nie przemija?

Dlaczego wszyscy uważają, że kolejny portal społeczności może odnieść taki sam sukces jak LinkedIn czy NK? Czy nadal jesteśmy tak chętni by stać się członkiem kolejnej grupy, społeczności, klanu… Zastanów się drogi czytelniku, czy zapisałbyś się do takiego portalu…?

 Ja, niestety nie – mam dość kolejnego pomysłu na budowanie networkingu osób, którzy noszą takie same bokserki albo wolą blondynki od brunetek..

Więc pytam … czy naprawdę nie stać nas na nic lepszego, własnego, innowacyjnego… czegoś co nie będzie kopią pomysłu zrealizowanego za Wielką Wodą? Jeżeli rzeczywiście nie stać nas na nic lepszego, to… sami możecie dokończyć to zdanie…

 Ja dokończyłbym je tak … jesteśmy skazani na porażkę.

Older Entries